Zjeść Barcelonę

Barcelona to miasto, które ma w sobie wszystko. Szukajcie miejsc, które nie mają menu w trzech językach, a już na pewno nie wchodźcie to tych, do których jesteście zapraszani przez tzw. „naganiaczy”, których w Barcelonie nie brakuje z uwagi na turystyczny charakter miasta. Brzmi to trochę jak banał dla tych, którzy swoje w życiu zjedli w zamkniętych uliczkach, knajpkach bez szyldu, zamawiając na migi, bo kelner nie zna angielskiego. Tym z Was nie muszę tłumaczyć, że to były najsmaczniejsze patatas bravas do domowego wina czy najtańsze tapasy pod słońcem smakiem dorównujące wymuskanym daniom z najlepszych restauracji. Tym jednak, którzy takiego szczęścia nie mają i wolą nie zdawać się na intuicję przygotowałam gotową listę.

IMG_2311Palo Alto – nieziemski festiwal sztuk wszelakich

Piszę nie tylko gdzie dobrze i niedrogo (jak na barcelońskie warunki) zjeść lokalne smakołyki. Piszę także o miejscach, które warto odwiedzić gdy zupełnie niespodziewanie najdzie Was ochota na napolitańską pizzę albo arabskie słodycze. Dlaczego? Bo będąc w tym kosmopolitycznym, jak żadne inne w Hiszpanii, mieście po prostu warto. Wiem, że czasu będziecie mieli mniej, więc powiem tylko, że wszystkie te pyszności były po prostu autentyczne, to jak znaleźć się na chwilę np. na włoskim wybrzeżu (szczególnie gdy do tego miejsca prowadzi Cię grupa rozgadanych Włochów), a uśmiech na twarzach tęskniących za domowymi smakami napoletani jest tylko potwierdzeniem moich zachwytów. Zatem, czytajcie, niech Wam ślinka cieknie i do zobaczenia w jednym z tych klimatycznych miejsc.

La Tasqueta de Blai – Carrer de Blai 17 – absolutny numer jeden jeśli chcecie spróbować dziesiątek rodzajów tapas w bardzo przyzwoitej cenie 1/1,8 euro za sztukę, do tego domowe winko albo jedno z niewielu ogólnodostępnych smacznych piw jakich warto spróbować w Katalonii (Voll Damm) za 2 euro i długi, cudny wieczór przed Wami. Gwarno, głośna muzyka, siedzi się przy barze (albo stoliku jeśli macie szczęście) i konsumuje na co tylko przyjdzie ochota, a kelner na koniec rozlicza wg wykałaczek na talerzu. Plusem tego miejsca jest fakt, że to bar-bliźniak, jeśli nie będzie dla Was miejsca, śmiało możecie zawitać naprzeciwko.

IMG_2351Wybór tapas w La Tasqueta de Blai

Pollo Rico – Carrer de Sant Pau 31– moja noga nigdy by tam nie postanęła gdyby nie tysiące ochów i achów w „internetach”, choć to miejsce wyjątkowo nie internetowe. Niech Was nie zraża witryna, choć na niej akurat warto rzucić okiem na ceny i wybór dań. Niech Was nie odrzuca aluminiowa lada-bar, a w porze obiadu (w Barcelonie 13-16) udajcie się na piętro (schody po lewej od wejścia) – tam klimat jest już dużo bardziej „restauracyjny”. Choć mi udało się zjeść także przy lado-barze na dole, co pozwoliło moim przyjaciołom obserwować jak kucharz na naszych oczach przygotowuje dla nas paellę (wiem, wiem, na paellę to do Walencji, ale o tym kiedy indziej…). Co ważne paella widniejąca w menu jako porcja 2-osobowa spokojnie starcza na cztery, choć tu musiałam chwilę polemizować z kucharzem (który ostatecznie przystał na moje zamówienie i od serca, za friko dorzucił nam więcej krewetek i małż – co byśmy się najedli). Cena tej przyjemności to 30 euro za paelle i litr sangrii do podziału między przyjaciół. To bar dla miejscowych, mają codzienne menu, ryby, gulasze, zupy i pieczone warzywa, w rozsądnych cenach 5-8 euro za porcję. A w gratisie opowieści kelnera, że Raval (dzielnica, w której znajduje się knajpka) to dżungla…

IMG_2245Ośmiornica z oliwą i wędzoną papryką w Bar Celta Pulperia

Bar Celta Pulperia – Carrer de la Merce 9 – tapasów ciąg dalszy, a dokładnie zapraszam na przepyszną ośmiornicę, z której lokal słynie. Warto zamówić kilka małych porcji różnych smakołyków jak patatas bravas, emblematyczne dla całej Hiszpanii, navajas czyli podłużnych małży, którymi zajadał się Makłowicz, pimientón del padrón czyli malutkich zielonych papryczek smażonych w oliwie i posypanych grubą solą. Uwaga, jedna na dziesięć trafia się pikantna (choć ja mam za sobą istne kilogramy i ani razu nie zionęłam ogniem piekielnym). Mogę polecić tortillę de patatas giganta i calameres a la romana, chipirones. Warto!

La Plata – Carrer de la Merce 28 – tuż za rogiem, a więc miejsce idealne by zmienić lokal dla zmiany klimatu i przewietrzenia głowy. Bar z dziada pradziada, w ofercie 5 tapasów na krzyż – sic! Dlaczego warto? Najlepsze smażone, świeże sardynki, pan tomate (świeży chleb posmarowany pomidorem i oliwą) z kawałkiem pysznej domowej białej (?) kiełbaski, czy też prosta sałatka ze słodkich pomidorów z marynowanymi śnieżnobiałymi piórkami cebuli i drobnymi oliwkami z pestkami obficie polane oliwą. Do tego wino: czerwone, białe lub różowe podawane w karafkach prosto z beczek znajdujących się nad głową słusznych rozmiarów gospodarza. Prosto, swojsko, z klimatem, bez zadęcia i przede wszystkim pysznie!

IMG_2894Sardynki smażone w całości i… jedzone w całości!

La Pallaresa – Churreria – Carrer de Petrixol 11- czyli czas na deser, a dokładnie typowe hiszpańskie churros con chocolate. Uwaga, do tego miejsca ustawiają się kolejki Katalończyków, a w okresie około świątecznym czekolada wydaje się mieć bardziej piernikowy smak. Najlepiej poprosić o kilka churrosów i filiżankę gorącej czekolady z bitą śmietaną (ten fragment postu kieruje raczej do tych z Was, którzy zawitają w Barcelonie w czasie gdy temperatura pozwoli na delektowanie się takimi pysznościami). Gdy załamie Was kolejka, śmiało wchodźcie do środka i poza kolejnością zamawiajcie na wynos. Równie smacznie smakuje na schodkach katedry.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s