Babska wyprawa na Wyspę Wulkanów, czyli lądujemy na Lanzarote

Czy zawahalibyście się, gdyby któryś z Waszych przyjaciół zaproponował Wam żebyście razem z nim spełnili jego marzenia? Odpowiedź jest oczywista! Jasne, że nie!

DSC_0876Kiedy tylko usłyszałam, że moja kumpela chce lecieć na Wyspę Wulkanów, choćby sama, choćby jutro, było oczywistym, że lecimy tam razem. Bo jak tu nie skorzystać z faktu, że loty w dwie strony na Kanary z Barcelony były o połowę tańsze niż pociąg do Madrytu.

A w głowie miałam takie obrazy:

IMG_3831

A więc wszystkie wyszukiwarki okazyjnych biletów na F. polubione, alerty na kierunek Arrecife nastawione… czas był grudniowy, idealny, żeby ominąć tłumy naszych emerytowanych, zachodnich sąsiadów. Powoli, w atmosferze sesyjnej zbliżał się termin wylotu, a że obie jesteśmy z tych vagamundus (typ podróżnika włóczęgi, raczej bez napiętego planu TOP 10 do zrealizowania – przyp. aut. który poczuł się w obowiązku wytłumaczyć swoje słowotwórstwo) to planowanie szło nam opornie. Wszystko fajnie, ale boleśnie zaczęłyśmy sobie zdawać sprawę, że babski wyjazd we dwie, to jednak nie przelewki i dobrze by było coś jednak ogarnąć.

DSC_0777DSC_0776I żeby nie było, że przesadzam z tą grudniową, świąteczną atmosferą podpatrzoną u sąsiadów…

E. początkowo zaproponowała rowery jako środek lokomocji, czego szczęśliwie nie udało nam się zrealizować. Ja uparłam się na samochód (na Wyspach Kanaryjskich ceny są niższe niż na Półwyspie Iberyjskim, a benzyna w cenach „bezcłowych”), bo jak tu zwiedzać wyspę, małą, to małą, ale górzystą na dwóch kółkach? Żadna z nas nie miała wcześniej doświadczeń z wynajmowaniem samochodu, ale co to dla nas, co nie?

IMG_3878Uprzedzam złośliwych – dekli nie było od początku! (a nie, że dwie baby za kierownicą i za wysokie krawężniki!)

Na szczęście, mimo, że na miejscu wylądowałyśmy grubo po 12 w nocy, to ktoś nas jeszcze uraczył w okienku wypożyczalni (co w Hiszpanii, wcale nie jest takie oczywiste, a to jednak ta sama „strefa wpływów”…). Wypełniłyśmy papiery i w drogę!

Nocleg miałyśmy zaklepany w małej miejscowości 10 km od stolicy, jechałyśmy w zupełnej ciemności, totalnie zmęczone. Jedyne co pamiętam to pomarańczowe światełka położonych w oddali miasteczek. Właściciele zostawili nam klucz do pokoju pod przysłowiową „wycieraczką” (ach ta ufność wyspiarska!), więc po dotarciu, zapadłyśmy w głęboki sen.

To, co obudziło nas następnego dnia wprowadziło nas w zdumienie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s