Lądowanie na księżycu: Parque Nacional de Timanfaya

Obudziłyśmy się wcześnie, bo nie mogłyśmy się doczekać tego co miało nas spotkać. Pierwszy rzut oka: E., jesteśmy na księżycu! Jest cudownie, na tle grafitowo-czerwonych stożków wulkanów pysznią się bialutkie miasteczka, o niskiej, parterowej zabudowie z wypielęgnowanymi, kaktusowymi ogródkami. Późno grudniowe kwiaty były soczyście pomarańczowe, czerwone, fioletowe, a kojarzona z Bożym Narodzeniem Gwiazda Betlejemska – rozmiarów sporego drzewa. Otaczały nas rzeczy tak odmienne, od tego na co przywykłyśmy patrzeć!

IMG_3745IMG_3805Gwiazda Betlejemska

Nie ma na co czekać, ruszamy! Wyjeżdżając z miasta, mijamy szopkę betlejemską, świąteczne ozdoby (w końcu to była druga połowa grudnia), zahaczamy o kawiarnię, gdzie lokalni mieszkańcy raczyli się niespiesznie słodkim śniadaniem i kawą w przyjemnie ciepłym słońcu. Dałyśmy się chwilę ponieść tej sielankowej atmosferze, ale silny imperatyw dalszych wrażeń spowodował, że ruszyłyśmy w kierunku Parque de Timanfaya.

IMG_3750Zdjęcie świeżo po ulewny deszczu, przed bramą do Rezerwatu

Do samego rezerwatu droga snuła się wśród „pól” ciemnoszarych, nierównych głazów porośniętych seledynowymi porostami. I nie jest przerysowanie na potrzeby opowieści! Idealnie gładki asfalt, taki jest na całej wyspie. Kładziony pod niemieckich turystów? Którzy z resztą, masowo kupują sobie tutaj domki, czemu im się zupełnie nie dziwię, bo to raj na Ziemi. Więc jechałyśmy tą cudownie gładką drogą, wśród tych abstrakcyjnie ubarwionych skał wielkości sporego samochodu każdy, w ulewnym deszczu, aż dotarłyśmy na północno-zachodni skraj wyspy.

DSC_0615Zdjęcie przez umazaną szybę autokaru, ale chyba klimat apokaliptyczny oddaje 😉

To  miejsce szczególne, rezerwat, teren wulkaniczny. Do ścisłego centrum nie mają wjazdu prywatne samochody, ponieważ ziemia jest tam tak gorąca, (do 200’C już dwa metry pod ziemią) że niebezpiecznym było by wyjście poza ustalony i przygotowany szlak. Przesiadłyśmy się, więc do autobusu obwożącego turystów. Pomijam epicką muzykę puszczaną w trakcie snutego przez lektora opisu, co miało chyba nadać całości bardziej widowiskowego charakteru. To, co widziałyśmy przez okno, w zupełności wystarczyło, żebyśmy nie mogły odkleić nosa od szyby. Z resztą, sami zobaczcie!

DSC_0636Droga wokół największego spośród wulkanówCSC_0901Restauracja nad wulkanem, gdzie dania są gotowane nad gorącym, głębokim kraterem!

Tego dnia miało się wypogodzić, a to dobry znak, bo miałyśmy jeszcze sporo przygód po drodze – pokonanej naszym dzielnym, białym, dziewczyńskim golfem!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s